Rozmowy ZnadPlanszy #2 – Czy gier jest za dużo? Czy są za drogie?

Tym razem, spotkaliśmy się już nieprzypadkowo aby porozmawiać o tym czy gier jest za dużo? Czy są za drogie? Było ciekawie, momentami nawet bardzo gorąco 🙂 Do mnie i Tycjana dołączyła trzecia osoba, którą zapewne wielu z Was kojarzy. Kim jest tajemniczy trzeci dyskutujący musicie albo domyśleć się z logo, albo posłuchać lub obejrzeć nasze Rozmowy. Zachęcamy Was właśnie do tego jak i oczywiście do komentowania.

Aktualizacja: Oczywiście tym tajemniczym trzecim prowadzącym  jest Kuba Polkowski, co obecnie po uruchomieniu już oddzielnego bloga dla Rozmów.ZP nie trudno się domyśleć 🙂

  • Zakładam, że Tycjanowi chodziło o stosunek ceny gier planszowych do przeciętnego wynagrodzenia (nie mylić z danymi GUS). Ile w budżecie domowym czy budżecie studenta, utrzymywanego przez rodziców, zajmuje gra za 150-200 zł? Albo inaczej, ile godzin na zakup np. Zombiecide musi pracować Brytyjczyk a ile Polak. Oboje zarabiają najniższą krajową.

    Aktualnie śledzę ofertę 50 polskich sklepów pod kątem promocji. Do dziś pamiętam jedną z nich. Dominion – Róg Obfitości przeciętnie chodzi za 50-60 zł. Pewien sklep miał go w ofercie za 16,50 zł. Zatem albo dokładał do interesu albo marża na pudełku gry jest tak wysoka po stronie sklepu.

    Ceny są generalnie mocno do siebie zbliżone. Różnice na poziomie 3, 5 czy 10 zł są nieistotne. W przypadku dodania kosztów wysyłki uznamy, że przy 10 zł wysyłka jest jakby „gratis”.

    Jestem po stronie Tycjana.

  • Cez

    No pojechaliście chłopaki z tym towarem luksusowym.
    Dla niektórych luksusem jest szynka z Biedronki. Ale to nie oznacza, że szynka jest towarem luksusowym.
    Oczywiście, że gry są za drogie w stosunku do zarobków. A przynajmniej do części zarobków. Czy mogą być tańsze to już inny problem. Ale towarem luksusowym, to na pewno gry nie są.

    • Kuba Polkowski

      Są towarem luksusowym w ekonomicznym sensie – tzn są poza koszykiem podstawowych potrzeb. Tak jak bilet do kina, płyta z muzyką, czy książka (rozrywkowa, nie podręcznik). To mieliśmy z Yoszem na myśli.

      • A to akurat jest oczywistą sprawą.

      • Cez

        No no no. To ja w takim razie pławię się w luksusie. Moje półki uginają się wprost od luksusowych rzeczy. Od płyt, książek i gier.
        Nie przesadzajmy, to nie średniowiecze ani czasy wojny. Podstawowe potrzeby trochę się chyba od tego czasu zmieniły. 15 lat temu komórka była luksusem, teraz stać na nią każdego. Gry nigdy nie były luksusem, no chyba że specjalne wydanie np szachów z kości słoniowej.

        • Może one teraz są tak właśnie odbierane przez te ceny? Może chcemy tak to odbierać i tłumaczyć ich cenę? Ja tutaj widzę problem, bo to przeczy idei promowania planszówek jako rozgrywki dla każdego.

  • Paweł

    Oczywistą oczywistością jest, że cenę (i koszty) kreuje popyt (efekt skali), a że w
    Polsce mamy małe zainteresowanie grami planszowymi (choć według hobbistów może być
    wrażenie, że stosunkowo duże) to ceny są jakie są. Moim zdaniem problem tkwi w
    słabej promocji tego hobby, która mogła by pobudzić popyt. Wtedy można by było
    liczyć na spadek cen. Jednak wydaje mi się, że wydawnictwom nie zależy na marketingu
    wciągających nowych graczy, bo niestety łatwiej (taniej) im nakręcić geeków na
    nowości, którzy mimo ceny i tak kupią grę.

    • kwiatosz

      Na pewno taniej dla wydawnictwa jest zrobić dodruk (o czym Yosh mówił) – więc sprzedawanie coraz to nowym ludziom tego samego wychodzi jednak raczej ekonomiczniej.

  • Gier nie ma za dużo i nie są za drogie tylko Wy się po prostu chłopaki nie możecie pogodzić z faktem, że nie jesteście już takimi wielkimi geekami 😛 😉

    • W coś w tym jest jeżeli widzimy geeka jako osobę z klapkami na oczach, a tak jest właśnie. Ale ja nie chciałem być geekiem jak zaczynałem grac w planszówki i myślę, że większość grających siebie tak nie postrzega. Ja w planszówkach stawiam na otwartość hobby, a nie „dziwność”.

      • Geek z definicji jest osobą z klapkami na oczach. Nie narzeka, że nie ma czasu tylko zarzuca inne hobby i rozrywki. Nie narzeka na brak pieniędzy, tylko sprzedaje nerkę :P. W tym sensie kiedyś łatwiej było być geekiem. Mniej rzeczy do ogarnięcia i mniej pieniędzy do wydania. W swoich wszystkich wypowiedziach wydaje mi się, że troszkę mieszasz Tycjan zamknięte środowisko zaawansowanych graczy/geeków z przeciętnymi ludźmi. Te dwa środowiska raczej zawsze obok siebie będą i spotkają się od czasu do czasu na konwentach.

        • A ile jest wydawnictw, które stawiają teraz głownie na geeków? Proszę cię na takich graczach nie zarabia się pieniędzy, a wydawnictwa to nie są firmy charytatywne. Lubiącym gry planszowe i wydawnictwom życzę jak najmniej takich ortodoksów. Narzekam na ceny bo nie uważam się za geeka ponieważ lubię gry planszowe. Od najmłodszych lat grałem w gry, kiedyś był to eurobiznet i jego klony, gry wycinane z razem i wtedy nie było to uważane za coś dziwnego. Kiedyś gier było mnie i trudno było je dostać = mała popularność, zamknięcie środowiska. Dzisiaj nie ma potrzeby taki stan podtrzymywać. Znam zresztą dużo ludzi, którzy dużo grają i kupują gry i tez uważają, że gry są drogie. Jeżeli ktoś chce kultywować w palnszówkach „zamknięte środowiska zaawansowanych graczy” to mnie u swego boku nie zobaczy w takiej formie promowania naszego hobby.

          • Kuba Polkowski

            Tycjan, wydaje mi się, że niepotrzebnie łączysz dwa tematy – zamykanie się (lub nie) środowiska/podział na niedzielnych i geeków oraz drugi temat – ceny gier.

          • Kuba jak przeczytasz wszystko uważnie to zobaczysz, że odpowiadam Arturowi i niczego nie łączę.

  • Co do punktu widzenia wydawcy można jeszcze dopowiedzieć…
    – jeżeli gry żyją krócej i jest duża konkurencja to nie podnoszenie cen gier wydaje się właściwym posunięciem (to chyba samobójstwo jest, albo spisek cenowy wydawców), a właśnie wydawanie więcej gier
    – w wywiadzie niemieckiego wydawcy wyczytałem, że wydaja powiedzmy 200 gier rocznie, z tego za rok ostatnie się 10, a za 2-3 lata może ostatnie się 2-3 tytuły. Tak jak w przypadku książek, muzyki czy filmów zazwyczaj ciężko jest przewidzieć co będzie hitem, bo decyduje przypadek lub szczęście. Dlatego trzeba wydawać dużo. Na czymś się straci, na czymś się zarobi, ale statystyka jest tutaj sprzymierzeńcem wydawcy.

    Tak więc z jednej strony wydawcy mają jakieś swoje flagowe tytuły, którym się udało, i które zapewniają im stały dochód – tak jak Yosz napisał, że dodruk daje zyski. Z drugiej strony nawalają się maczugami po łbach wydając mnóstwo klonów-klonów-klonów, by zapchać półki marketów, by mieć więcej w ofercie, by być bardziej widocznym i MOŻE trafić następny hit. To głównie ten pusty ruch generuje i nabija statystyki. Szczególnie widoczne jest to w przypadku gier dla dzieci, gdzie pomysłami można sypać jak z rękawa, grę przetestować w weekend, a i tak wiadomo, że dzieciak za 3 miesiące się znudzi/wyrośnie i trzeba kupić następną. I znów wojna kogo gra będzie na półce widoczna.
    Niektórzy szukają swojego sposobu (np. Days of Wonder) i całym tym szumem się nie przejmują.

    • Prawda zawsze leży po środku. Mówiąc o dużych cenach, mówię jako przeciętny gracz. Oczywiście są dobre gry do kupienia w niższych cenach (pytanie co jest i do kogo niższe?), ale jeżeli pod względem zawartości podobna gra kosztuje więcej i widać gołym okiem, że to jest przegięcie to trudno juz patrzeć na wydawce pozytywnie i tłumaczyć go słusznym stwierdzeniem „musi zarobić”, bo nagle może się okazać, że zarabia wiece tylko dlatego, że np. tak mu się podoba, nie wydrukował więcej egzemplarzy, pokrywa straty z innego tytułu. Ja wiem, że to jest trochę tak dyskusja akademicka bo ceny dyktuje rynek, ale rynek to my, więc może warto powkładać trochę patyk w szprychy? 🙂

      • Trudno też patrzeć pozytywnie na klienta, który nie kupił danej gry, choć wydawca się bardzo starał, wydał grę równocześnie ze światową premierą, z minimalnym zyskiem i zrobił wszystko jak należy. Klient nie kupił – bo nie :P. Bo mu się dziecko urodziło, bo nie ma czasu, bo sobie inne hobby znalazł, bo wydawca miał pecha. Różnica jest taka, że wydawca tego głośno powiedzieć nie może, bo wyjdzie, że się żali, jest mało profesjonalny i niepoważny. Jakie gromy poleciały na Lacertę „proszącą” o skupienie ich stanów magazynowych by mieli na nowe wydania?
        Przywilejem klienta jest udawanie biednego, poszkodowanego i głupiutkiego. „Ja nie wiem ile co kosztuje, nigdy gry nie wydałem, ale TA gra jest za droga. Rozumiem, że jest wolny rynek itd. ALE…” ;). Przywilejem wydawcy jest nie tłumaczenie się ze swoich decyzji biznesowych, szczególnie że tłumaczyć się zazwyczaj trzeba promilowi klientów, którzy hałasu dużo robią na forach/blogach. 90% klientów zamiast wdawać się w dyskusje po prostu kupuje, albo nie kupuje gry i to oni decydują i są tym magicznym wolnym rynkiem :).

    • Jak w każdym innym hobby ważny jest tzw. „próg wejścia”. Niski próg powoduje większą popularyzację zajęcia, rozrywka staje się bardziej egalitarna, zwiększa się zapotrzebowanie na nią i jej różnorodność. Odwrotnie przy wysokim progu. Dlatego ludzie nie jeżdżą masowo konno w ramach relaksu, a graczy pecetowych jest więcej niż planszowych w Polsce (kilka gier za 1$, giermasze, itd.). Bez bicia przyznam, że nie wiem jakie są koszty produkcji gry, jakie panują marże w branży i ile tak na serio można uciąć tu i tu aby interes był nadal opłacalny dla każdego. Wiadomo, że czasami lepszy interes – w ogólnym bilansie – robi się sprzedając więcej sztuk po niższej cenie.

  • Crinos PL

    Kuba niewiele wnosi do dyskusji. Powiedzcie mu, żeby się poprawił albo wylatuje 😛

    • Kuba jest w stałym składzie RZP i równie dobrze możemy się wszyscy powywalać. Mam prośbę żeby trzymać się tematu dyskusji i darować sobie osobiste wycieczki. Tutaj nie nabijamy sobie postów tylko dyskutujemy o temacie odcinka.

      • Crinos PL

        To nie jest osobista wycieczka, tylko stwierdzenie, że jego głos niewiele wniósł do tej konkretnej dyskusji. Mało się odzywał i moim zdaniem nie powiedział nic ciekawego.

        Co w tym widzisz „osobistego”? To była zwyczajna krytyka. Nie podobał mi się jego udział w tym konkretnym materiale. To nie znaczy, że w następnym nie będzie lepiej – trzymam kciuki.

  • Robert

    Ja uważam, iż zbyt wysokie ceny gier utrudniają wprowadzenie nowych graczy do hobby, poza tym zgodzę się iż często przez to nowi gracze kupują to co najtańsze, przez co często już na początku z planszówkami się nacinają na marnych nieciekawych tytułach. Lepszym podejściem byłby jakieś działania promujące hobby, zwiększające grupę docelową.

    Czy gier jest za dużo? Tutaj odpowiedź i tak nie. Z jednej strony są różne gusta, różne mechaniki różne upodobania graczy więc im więcej gier tym większa szansa że każdy znajdzie coś dla siebie, z drugiej strony jednak dużo gier jest podobnych nie ma jakiegoś nowatorskiego podejścia do tematu coraz częściej przetwarzane są stare pomysły, lub wydawane nowe edycje starych tytułów. Takie podejście zaś hamuje rozwój. Oczywiście cieżko jest wymagać od wydawców ciągłego podejmowania ryzyka, ale każda mechanika ograna setki razy w końcu się znudzi, nawet geekom.

    (Rocy7)

  • Pingback: GRY PLANSZOWE W PIGUŁCE #304 - Board Times - gry planszowe to nasza pasja()