Rozmowy ZnadPlanszy #7 – polski patriotyzm planszówkowy

Ten odcinek jest swego rodzaju uzupełnieniem poprzednich naszych dyskusji. Rozmawiamy o zaufaniu do polskich autorów gier, o potrzebie nagradzania gier, które oni tworzą oraz czy faktycznie możemy być z nich dumni. Dodatkowo dowiecie się jakich polskich gier Kuba nie lubi, jak Tycjan reaguje na „rodzaje patriotyzmu” oraz dlaczego Yosz jest… Yoszem 😉

Odcinek zaczynamy od naszych pięciu najlepszych gier polskich autorów:

Yosz:

  1. Neuroshima HEX (Michał Oracz, 2006),
  2. Vampire Empire (Filip Miłuński, 2012),
  3. CV (Filip Miłuński, 2013),
  4. K2 (Adad Kałuża, 2010),
  5. Kolejka (Karol Madaj, 2011).

Kuba (bez kolejności):

  • Magnum Sal (Marcin Krupiński, Filip Miłuński; 2010, 2012),
  • Neuroshima HEX (Michał Oracz, 2006),
  • CV (Filip Miłński, 2013),
  • Progress: Evolution of Technology (Agnieszka Kopera, Andrei Novac; 2014),
  • Znikające ciasteczka (Piotr Siłka, 2013).

Tycjan:

  1. Seria 51. Stan (Ignacy Trzewiczek; 2010-2014),
  2. Neuroshima HEX (Michał Oracz, 2006),
  3. K2 (Adad Kałuża, 2010),
  4. Magnum Sal + dodatek (Marcin Krupiński, Filip Miłuński; 2010, 2012),
  5. Metallum (Wojtek Krupnik, Wojtek Wojcik; 2013).

A jakie są Wasze propozycje?

 

  • Ok – skłamałem. Neuroshimy HEX nie mam u siebie w kolekcji. Mam na ipadzie 😉 (wcześniej miałem wersję 1 i 2.5)

  • A czy wiedzieliście, że Egmont wydał więcej gier Filipa Miłuńskiego niż Reinera Knizi? 🙂
    Przynajmniej 2-3 tygodnie temu tak jeszcze było :).

  • Maciej

    Spiel des Jahres jest przyznawane tylko grom które ukazały się na rynku niemieckim, więc to też nie jest tak, że nagroda jest ogólnoświatowa. Ponadto nie widze absolutnie nic złego w przyznaniu nagrody w kategorii najlepsza gra polska. Przecież gdyby było tak jak mówicie to taki Oscar też byłby po prostu jeden a nie rozdawany w zależności od kategorii,

  • A jednak to mojego TOP 7 chciałbym dokleić Vampire Empire i Metallum 🙂

  • tomb

    Nagroda dla polskiej gry byłaby nagrodą pocieszenia. Analogia z Oscarem jest tu bardzo na miejscu – kategoria „Film nieanglojęzyczny” to gest, bo i tak za najlepszy uchodzi film anglojęzyczny, nagrodzony w kategorii głównej.

    Wyciągnięcie polskich gier z ogólnego worka przyniosłoby pozytywny skutek w postaci szczególnego zaznaczenia obecności polskich produktów na rynku planszówkowym, ale też wypaliłoby na tych produktach stygmat.

    • Polskość stygmatyzuje? Naprawdę bardzo, bardzo daleko mi do ruchów narodowych, ba, jestem zwolennikiem federalizacji Europy i nie widzę przyszłości dla państw narodowych, ale nie widzę nic złego w dumie ze swojej tożsamości narodowej i pozytywnego przekazu. Taki dzień św. Patryka nie stygmatyzuje Irlandczyków, tylko sprawia, że wszyscy chcą się z nimi napić piwa 🙂

      • tomb

        1. Polskość jest wartością ocenianą przez klienta, jak każda inna cecha produktu.

        2. Gra roku ma zwrócić uwagę na nagradzane produkty klientom spoza zaklętego kręgu geeków (i okolic), którzy wiedzę mają wystarczającą i własne zdanie często już wyrobione.

        Widząc produkt opatrzony znakiem „Polska gra roku” klient może reagować różnorako, ale najważniejsze dla mnie są dwa spojrzenia:
        – pozytywnie nastrojony do rodzimych produktów, chętnie przyjrzy się tak nagrodzonemu pudełku,
        – nieufnie podchodzący do jakości rodzimych przedsięwzięć, uzna za niepotrzebne i sztuczne windowanie w górę poślednich produktów za pomocą nagród ustanowionych pewnie tylko w tym jednym, podejrzanym jakościowo, celu.

        • tomb

          Dodam, że pośledniość polskiego produktu może być domniemana przez hipotetycznego klienta. Takie założenie moje.

        • Zgadzam się z Tobą właściwie w pełnej rozciągłości i jednak ja bym był skłonny zaryzykować „nadzianie się” na nieufnych polskim produktom, jako koszt przyciągnięcia „ufnych”.

          Ale oczywiście, to takie tam sobie gdybanie póki co 🙂

          P.S. No, ale czy rolą takiej nagrody nie jest między innymi własnie edukacja (odwodzenie od wrażenia pośledniości?)

          • tomb

            Wydaje mi się, że dzisiaj kategoria dla gry polskiej nie przyniosłaby pożądanych skutków z powodu relatywnie małego znaczenia nagrody, a to wynika głównie z niewielkiego rynku planszówek.
            Stąd wynika niewielki walor promocyjny, edukacyjny i informacyjny nagrody.

            Ale kto wie, może rynek będzie się rozrastał w tym tempie, co dziś, jeszcze przez wiele lat i już dziś warto rozmawiać o specjalnej nagrodzie dla polskiego autora?

            Tyle że ja wątpię, by gry były kiedyś powszechnie kupowane w Tesco, zastępowały telewizor w niedzielne popołudnia lub musowo towarzyszyły spotkaniom nad piwkiem, a tylko przy podobnej skali występowania planszówkowego hobby (no, może trochę mniejszej też) warto tworzyć osobną „polską” kategorię.

            Na razie wyszłoby pewnie tak, jak z ustawą o parytetach. Pełne spektrum postaw, a chyba nie o to chodzi w promocji naszego hobby,

          • Rozumiem Twoje wątpliwości i wydaje mi się, że nasza różnica zdań wynika z mojego optymistycznego i Twojego nieco bardziej… hm… mniej optymistycznego podejścia do sprawy 🙂

  • Marcin Przybylski

    Myślę, że kawał dobrej roboty odwalił Trzewik tworząc Robinsona, który wylądował w czubie rankingu BGG. Roboty w rozsławianiu polskich gier i autorów w świecie.
    Dla mnie osobiście Robinson to najlepsza polska gra, a produkcje Trzewika biorę w ciemno.

    Dodatkowo zgadzam się, że nagroda Najlepsza Gra Polska (polskiego autora) to bardzo dobry pomysł.

    • Jan Zalewski

      Nawet nie polskiego autora, a polskiej produkcji, tak jak niżej pisze Filip, jest różnica między „portowaniem” gry, a jej „developmentem”, jedno to praca tylko dla tłumaczy, druga dla wydawnictw i autorów.

  • Filip Miłuński

    Ciekawa rozmowa Panowie. Ja mam jedną generalną refleksję, która nieco rezonuje z tym co mówił Yosz, że nie ufa autorom tylko wydawcom. Ja sam parę lat temu marudziłem że w Polsce grę roku zgarniają ciągle tłumaczenia gier z zachodu i że to bez sensu. Teraz nie jestem już pewien czy potrzebujemy jakiegoś rozgraniczenia nagród. Natomiast jestem pewien, że tu nie chodzi o to czy autor jest Polakiem czy Eskimosem. Chodzi o coś takiego jak wydawanie gier. Jest gigantyczna różnica pomiędzy pojechaniem na Essen, dogadaniem się z zagranicznym wydawcą, przetłumaczeniem instrukcji i wpuszczeniem nakładu w rynek, a samodzielnym developmentem gry od zera. Wziąć prototyp od autora i zmienić go w produkt, który odniesie sukces na rynku to jest olbrzymie dokonanie i nadal uważam, że właśnie za to powinno się doceniać polskich wydawców i autorów. Tego nam jako branży wciąż bardzo brakuje. I wtym sensie warto wyróżniać polskie gry tzn takie które zostały zaprojektowane i wydane w Polsce. Bo to jest miarodajny wyznacznik tego, jak się rozwinęliśmy jako branża. Nie to jaki suces dystrybucyjny produktów zachodniego wydawcy ktoś odniósł nad Wisłą.