Rozmowy ZnadPlanszy #33 – przedessenowo ale raczej nie o grach

Teoretycznie miało być o tegorocznym Essen, ale tyle już tego było i będzie, że postanowiliśmy „trochę” odbiec od tematu. Zaczęło się miło od newsów, teoretycznie wciąż tak pozostało w czasie dyskusji o promocji polskich wydawnictw bardziej ukierunkowanej na rynek obcojęzyczny, ale potem zagotowało się i wróciliśmy na standardowy dla nas poziom dyskusji, czyli było gorąco. Chodziło o kasę. Lekki oddech i już na spokojnie odkryliśmy zaskakujące sekrety konwentowych konkursów, podyskutowaliśmy o końcu Kuriera Planszowego, a na końcu były gry. Gry z Essen, czyli właściwie tak jak miało być od początku.

A na koniec nasze listy gier, na które czekamy, a które mają premierę na targach:

  • boyfromnowhere

    W kontekście dyskusji o cenach gier i ich ewentualnym „pompowaniu” przez wydawców, ciekawie wygląda sprawa drugiego sezonu Pandemii Legacy (cena w przedsprzedaży 285 zł, sezon pierwszy ok 140 zł). Dopóki nie zgramy w sezon 2 i nie zobaczymy co w grze się faktycznie znajduje, trudno będzie stwierdzić, że cena nie wynika z większej liczby elementów w pudełku. Można jednak przypuszczać, że ten skok spowodowany raczej tym, że przy sezonie 1 wydawca nie miał wiedzy, ile ludzie są w stanie zapłacić za grę „jednorazową”, stąd cena ustawiona była dość nisko (z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że gra była po prostu tania), natomiast obecnie jest oczywiste, że graczom nie stwarza większego problemu wydawanie 160 zł na jednorazową grę trwającą 4 godziny (Time Stories), czy 50-60 zł za grę 1,5h (Exit), dlatego wydawca – świadomy również sukcesu pierwszego sezonu – mógł dość drastycznie wywindować cenę i być spokojny, że gra się sprzeda również dobrze.

    Oczywiście drugi sezon już zamówiony;)

    • Pytanie o ceny zaczyna być kontrowersyjne. Jako gracze powinniśmy brać co nam dają i się wychylać. Ja jednak chcę wiedzieć dlaczego muszę tyle płacić i dlaczego ceny gier się różnią. Ja jednak będę dalej szedł tą drogą i pytał.

      • Ktoś musi 🙂

      • Tak zaczyna być wszędzie, nie tylko w grach planszowych. Człowiek ma siedzieć cicho i wierzyć, że „mądrzejsi” podjęli słuszną decyzję. Osobiście popieram Twoje stanowisko, trzeba pytać, drążyć temat, wręcz prowokować do dyskusji! Zresztą, ten, kto nie ma nic do ukrycia, odpowie bez problemu. Irytuje się zazwyczaj osoba, która nie do końca chce dzielić się szczegółami. Żeby była jasność, nie odnoszę się do kwestii nierzetelnego oceniania czegokolwiek bez wcześniejszej wiedzy na dany temat (bo to bywa kuriozalne i krzywdzące), a jedynie do samej możliwości zadawania pytań w sprawie, która budzi wątpliwości.

      • asiok

        A dlaczego nie ma być najprostszej odpowiedzi na świecie – dla pieniędzy. Czy jest coś złego w tym że wydawnictwo chce zarobić więcej? Przecież to nie działalność charytatywna tylko najnormalniejsza na świecie działalność gospodarcza.

        • Ale jak to się ma do stawianych podczas nagrania pytań? Tego że pracuje się dla pieniędzy nikt nie neguje, bo to jest logiczne.

  • PierwszyIOstatniRaz

    Matko, tego się słuchać nie da.

    Tycjan ma zerową wiedzę z podstaw ekonomii, przez co nie rozumie takich pojęć jak dobro luksusowe czy też tego, że wyższa cena nie koniecznie równa się większemu zyskowi, a próbuje dyskutować na temat cen gier. Zważywszy na to, że Tycjan nawet po wytłumaczeniu przez Kubę terminologii oraz jak dane mechanizmy działają, nie jest w stanie ich zrozumieć wskazuje na podstawowe braki w logicznym myśleniu.

    Dodatkowo nie jest zdolny do prowadzenia normalnej dyskusji, tylko przez brak argumentów cały czas przekrzykuje oraz pośrednio obraża Kubę i powtarza te same frazesy.

    Jego (i ludzi o podobnym ograniczonym toku myślenia) ból dupy sprowadza się do „JA lubię grać w gry planszowe, a gry które MI się podobają, kosztują ZA DUŻO”. W takim razie ja lubię sportowe samochody, podobają mi się Ferrari, Lamborghini i Porsche i uważam że kosztują za dużo. Tak, mam prawo do takiej opinii (tak samo jak Tycjan do swojej), ale żalenie się i myślenie że ktoś weźmie tą opinię na poważnie jest po prostu niedorzeczne, śmieszne i żałosne zarazem.

    Widzę tutaj dwie opcje dla Tycjana (i ludzi o podobnym ograniczonym myśleniu):

    1. Zmiana Hobby, jeśli go na nie nie stać. Ktoś kogo nie stać na żadne samochody sportowe nie kupuje sobie samochodów sportowych.

    lub jesli jednak go stać na pewne gry to

    2. Zmiana zainteresowania w stronę gier na które go stać. Ktoś kogo nie stać na Lamborghini (1.000.000PLN++), ale stać go na samochód sportowy, kupi sobie taki samochód sportowy na jaki go stać, np Forda Focusa RS (150.000PLN), NIssan GTR (500.000PLN).

    Ani osoba która nie stać na samochody sportowe nie będzie marudziła, że Lambo jest za drogie. Ani osoba którą stać na GTRa za 500.000PLN nie będzie marudziła, że są takie samochody jak Lambo które kosztują kilka krotnie więcej. No chyba, że jest idiotą…

    • Tylko, że mnie na te gry stać. To nie znaczy, że muszę ich akceptować i uważać, że wszystko musi tak być, a skoro musi, to chcę wiedzieć dlaczego. Acha, prawa ekonomi znam.